Wczytuję dane...

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina - recenzja gry planszowej

Recenzując ostatnio Western Legends, wspomniałem o tym, że w Abominacji jest więcej klimatu niż w tamtej grze.

Tyle, że Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina jest grą euro, a te raczej nie kojarzą się z klimatem, tylko z umiejętnym zdobywaniem punktów wygrywu...
Czy to sprawia, że Abominacji bliżej do gier ameri

  
Posłuchajcie...

  

 

 

Dan Blanchett - autor opisywanej dzisiaj gry - włożył w nią naprawdę dużo serca, pasji i czasu. I to widać.

  
Gra jest dopracowana niemal w każdym detalu - można wręcz powiedzieć, że aż za bardzo dopracowana, tak aby spodobać się każdemu - eurograczom i "klimaciarzom". A jak mawia stare przysłowie: "kiedy coś jest do wszystkiego, to jest do niczego".

  
Z Abominacją na szczęście nie jest tak źle, ale jednak po kilku partiach mam wrażenie, że Danny trochę przedobrzył z tym wszystkim, co naupychał w swojej grze.

 
Czy to sprawia, że jest to zła gra? W żadnym wypadku nie!
Wrócimy jednak do tego w podsumowaniu, na razie opowiem Wam pokrótce, o co w tym wszystkim "biega".

 

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina to klimatyczna gra euro, dla 2-4 graczy w wieku co najmniej 13 lat (wg pudełka, wg mnie powinni być nieco starsi - nie ze względu na złożoność zasad, ale przez to, co znajdziemy wewnątrz pudełka z grą). Przyjdzie nam wcielić się w niej w naukowców, ściągniętych do Paryża przez tytułową Abominację - czyli ożywione monstrum Frankensteina. Nasze zadanie jest proste - mamy wyprodukować narzeczoną dla naszego pracodawcy

 
W tym celu wyślemy naszych podopiecznych w miasto, aby pozyskiwali surowce, podnosili swój poziom wiedzy oraz zadbali o reputację i przy okazji nie stracili za wiele ze swojego "człowieczeństwa", dzięki czemu później w mrocznych zakamarkach własnego laboratorium z pozyskanych surowców oraz dzięki zdobytej wiedzy będziemy tworzyć własnego potwora.

 
Komu się to uda jako pierwszemu - wygrywa... o ile zdobędzie więcej punktów niż rywale.

 

 

 

 

Mechanicznie wygląda to bardzo prosto:
rozgrywka składa się z maksymalnie 12 rund, każda z rund podzielona jest na 4 główne fazy.

 
Najpierw mamy wydarzenie - podczas którego mogą wejść w życie efekty natychmiastowe dotyczące całej rundy lub konkretnego miejsca - ta część rundy jest wybitnie nie eurasowa, ponieważ wtedy również czytamy skrypty i poznajemy fragmenty historii dziejącej się wokół nas i za naszą sprawą.

 
Po wydarzeniach następuje faza akcji, kiedy to wysyłamy naszych pracowników na planszę w celu pozyskiwania surowców oraz podnoszenia statystyk dotyczących wiedzy, człowieczeństwa oraz reputacji. Każda z nich ma znaczenie w różnych aspektach gry, dlatego warto zadbać o wszystkie... na tyle, na ile się nam uda.

  
Następnie przenosimy się do własnego laboratorium, gdzie z pozyskanych surowców będziemy starali się najpierw stworzyć poszczególne części ciała, oblec jest w skórę, a na koniec ożywić (jest to najbardziej frustrująca część gry).

 
Na koniec przechodzimy do fazy porządkowania, w której niewykorzystane składniki ulegają rozkładowi lub psują się zupełnie, a nasi pracownicy wracają do nas, gotowi na kolejną rundę.

 

 

 

 

Abominacja jest grą trudną do recenzowania. Z jednej strony mamy prostą grę z mechaniką worker placement, zbieraniem setów i turlaniem kośćmi, o której dość szybko wszyscy by zapomnieli, gdyby nie tematyka. Bo o ile gier euro z takimi mechanikami jest sporo, tak gier, w których chodzimy na cmentarz wykopywać zwłoki, w ciemnej uliczce zabijamy przechodniów lub chodzimy do kościoła prosić o wybaczenie i odkupienie win, już tak dużo nie ma.  

 
Do tego otrzymujemy grę podaną w bardzo klimatycznej otoczce.

 
I ja również, kiedy usłyszałem o tej grze, nastawiłem się na przyjemnie spędzony czas, ponieważ taka otoczka bardzo mi odpowiada. Potem jednak usiadłem do niej po raz pierwszy i już wiedziałem, że nie będzie tak kolorowo, jak myślałem. 

 
Warto więc odpowiedzieć sobie na pytanie, które nasuwa się po zagraniu w tę grę:

 

 


 

 

Co jest nie tak z Abominacją: Dziedzictwem Frankensteina?

 

No właśnie. Na początku tekstu wspomniałem, że autor włożył dużo serca i dopieścił swoją hybrydę w najmniejszym detalu... tylko, że mam wrażenie, że przez to wszystko - głównie przez miłość do własnej gry - nie zauważył, że Abominacja ma kilka wad, które mogą dość mocno wpłynąć na odbiór tej gry.
Co ciekawe - sporo moich znajomych miało okazję zagrać w tę grę przed premierą na różnych pokazach i konwentach - i mocno ją zachwalali. Teraz natomiast zmienili swoje zdanie o niej. Dlaczego?

 
Powód wydaje się być prosty - podczas pokazów nigdy nie udało się zagrać pełnej partii, a jedynie polizać z wierzchu Abominację, a przed pierwszą godzinę ta gra naprawdę błyszczy. Wszystko co w niej dostajemy - fabularne wydarzenia i skrypty z miniksięgi skryptów, wyjścia na miasto, aby pozyskać krew, kości, czy inne organy, czy nawet rzucanie kośćmi w celu ożywienia części ciała - to wszystko naprawdę robi bardzo pozytywne wrażenia. 
Problem pojawia się, kiedy zaczynamy trzecią godzinę rozgrywki, a wciąż robimy to samo i mamy wrażenie, że stoimy w miejscu!

 
Serio. 

 
Największą bolączką Abominacji jest czas gry, a wynika on z kilku innych, nie do końca przemyślanych decyzji twórczych.
Nie zrozumcie mnie źle - lubię grać w długie gry, takie jak Runewars, Star Wars Rebelia czy Wojna o Pierścień, jednak w tych grach w ogóle nie czuć upływu czasu. Natomiast w Abominacji - owszem, do tego z czasem wkrada się również frustracja, kiedy tracimy kolejną część ciała w wyniki złego rzutu kośćmi. 

 
No właśnie - to kolejna bolączka tej gry, kości. W moim odczuciu zupełnie niepotrzebne w tego typu gry. Do tego od kości zależy naprawdę dużo, bo mogą one nam zarówno pomóc, jak i zaszkodzić, a że nie mamy praktycznie żadnej kontroli na tym, co nam na nich wypadnie. Nie lubię takiego rozwiązania. Niestety mamy w kolekcji jeszcze jedną grę, która łączy mechanikę worker placement z rzutami kośćmi - Wojownicy Midgardu - i tam również kości są najbardziej frustrującą częścią. Wyobraźcie sobie, że przez całą rundę planujecie swoje ruchy, zbieracie surowce, nastawiacie się na rozwój, po czym rzucacie 3 kostkami... i szlag trafia cały plan, bo wypadły Wam same pudła lub negatywne efekty.

 

Bardzo słaby pomysł. 

 

 

 

Nigdy nie sądziłem, że powiem coś takiego w kontekście gier planszowych, ale myślę, że w tej grze jest ZA DUŻO klimatu. Tak, wiem, że brzmi to dziwnie z mojej strony, bo uwielbiam klimat w grach, ale wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem. A tymczasem w Abominacji otrzymujemy fazę wydarzeń oraz skryptów, które wydłużają grę. Tej fazy mogłoby nie być zwłaszcza, że tekstów fabularnych nie ma zbyt wiele, więc po jakimś czasie zaczynają się powtarzać, a poza tym na samych kartach zwłok i innych elementach gry jest wystarczająco klimatu jak na grę euro.

 

Danny zauważył swój "błąd" trochę po czasie, ponieważ kiedy gra pojawiła się już w sklepach, opublikował "wersję reżyserską" zasad, która znacznie skraca rozgrywkę, ale wciąż nie naprawia bolączek związanych np z kośćmi. 

 
Dostępny jest jeszcze jeden wariant skracający grę, jednak aby z niego skorzystać trzeba drukować i podmieniać część kart i plansze graczy. 

 

Do tego należy dodać, że w grze mamy dostępnych kilka postaci, w które możemy się wcielić, każda z nich posiada własną umiejętność, znacząco wpływającą na rozgrywkę i... te postaci również nie są zbalansowane. Część umiejętności jest zbyt OP (jak to mawia dzisiejsza młodzież), przez co inni gracze już na starcie mogą być ustawieni na o wiele gorszej pozycji. A szkoda, bo tych postaci nie jest aż tak dużo, żeby nie można było popracować nad ich balansem.

 

 

 

 

Czy te wszystkie wady sprawiają, że Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina jest złą grą?

 
Zdecydowanie nie!


To kawał ciekawej gry, w której mechanika świetnie zgrywa się z tematyką! Widać to wielu różnych aspektach gry, chociażby podczas korzystania z bloku lodu w naszym laboratorium. Kiedy nie mamy wykupionego lodu - nasze składniki (czyli krew, narządy itd) zwyczajnie się psują, przez co tracą na wartości. Jeśli jednak obłożymy je lodem - sam lód zacznie topnieć, ale składniki się nie zepsują. Analogicznie działa wykonywanie akcji z pól miasta - jeśli zabijemy kogoś z zimną krwią w ciemnej alejce, odbije się to naszym człowieczeństwie, itd. Wszystko jest tutaj naprawdę starannie przemyślane, a klimat gry atakuje gracza już od pierwszego otwarcia pudełka, kiedy otrzymujemy list wprowadzający nas w historię prowadzoną w grze! Takie smaczki zawsze się docenia!

 
Również rozgrywka jest angażująca, bo od początku wiemy, że bierzemy udział w wyścigu i czujemy presję czasu. Walczymy o najlepsze pola w mieście, staramy się pozyskać jak najświeższe zwłoki (jakkolwiek by to nie zabrzmiało), dajemy wykłady na uczelni i modlimy się w kościele. A wszystko to pod czujnym okiem Abominacji oraz paryskiej policji, która zaczyna interesować się tajemniczym znikaniem zwłok z kostnicy, szpitala i innych placówek. 
Klimat jest tak namacalny, że Kasia, kiedy tylko pokazałem jej tę grę od razu stwierdziła, że nigdy ze mną w nią nie zagra (i póki co słowa dotrzymuje). 

 
Mnie ta gra kupuje klimatem, spójnością zasad z tematyką i jakością wykonania. 

 

 

 

 

Niestety, czas gry sprawia, że raczej do niej nie wrócę, ponieważ mam inne dobre gry euro (z mechaniką worker placement), a jeśli mam siedzieć nad jakąś grą ok 3 godzin, to wolę zagrać w coś bardziej satysfakcjonującego.

 
Wariant skracający grę jest SPOKO, ale mam wrażenie, że w tym wariancie gram w jakąś oszukaną wersję, w której część rzeczy mnie omija - paradoks, wiem, ale cała Abominacja jest jednym wielkim paradoksem.

 

Podsumowując - Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina to naprawdę dobra gra, skrzywdzona przez kilka błędnych decyzji w mechanice. Warto jej jednak dać szansę, zwłaszcza w wersji skróconej, może Wam naprawdę sprawić wiele frajdy. 

  

Recenzję gry planszowej Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina przygotował Łukasz "Stark" 

 

Grę możecie kupić w naszym sklepie pod TYM adresem.

I-SZOP.pl - wyszukiwarka gier planszowych, porównywarka cen, gry planszowe, RPG, karciane, kolekcjonerskie, figurkowe i bitewne