Wczytuję dane...

Gracz Wszechmogący - recenzja Ecos: The First Continent

Kiedy byłem młodszy, bardzo popularną grą na komputerach osobistych było Black&White, w której wcielaliśmy się w Bogów tworzących i kontrolujących Świat oraz wszystko co się na nim znajduje - łącznie z ludźmi. Ciekawym patentem w niej było to, że gracze występowali pod postacią ogromnych zwierząt, np krów ;)

 

Czemu o tym wspominam? 

 

Ponieważ gra, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć, bardzo przypomina mi właśnie tamten tytuł. I chociaż nie wystąpimy tam pod postacią zwierzęcia, to również wcielamy się w Stwórcę i Kreatora, któremu przyjdzie stworzyć świat od postaw, zaczynając od tytułowego pierwszego kontynentu. A jeśli mamy bogów, to  - wie o tym każdy, kto czytał Świat Dysku - mamy również zaciętą rywalizację o tytuł najlepszego z najlepszych, tak więc i w Ecos weźmiemy udział w wyścigu, o tytuł najlepszego twórcy.

 

Ale zacznijmy od początku (he he). 

 

 

Ecos: The First Continent to gra euro, dla 2-6 graczy wydana przez wydawnictwo AEG (które coraz bardziej zaczyna mi się podobać) i póki co nie posiada jeszcze rodzimej wersji językowej.. 

 
Ogólny zarys "fabularny" przedstawiłem Wam już we wstępie, teraz pozwolę sobie to nieco rozwinąć. 

 

Jak wspomniałem - wcielamy się w stwórców nowego świata i faktycznie możemy to odczuć. Początkowo na stole mamy jedynie kafle pustyni, obszaru zieleni i mały akwen wodny, jednakże z czasem, w wyniku naszych działań nie dość, że kontynent będzie się rozrastał o kolejne obszary wodne oraz połacie zieleni i pustyń, to także pojawią się góry i lasy oraz fauna. I to tak naprawdę od nas zależy, w jaki sposób nasz świat będzie się kształtował, oraz jakie zmiany będą na nim zachodziły podczas samej gry. I nie mam na myśli dokładania kolejnych zwierząt czy obszarów, ale będziemy mogli również tchnąć "życie" w to, co stworzymy - zwierzęta będą mogły się przemieszczać, drapieżniki polować, a jeśli ktoś nas zdenerwuje to możemy również zesłać jakiś kataklizm, który całkowicie odmieni obraz ziemi, tej ziemi;)
I muszę przyznać, że jest coś szalenie satysfakcjonującego, kiedy np. wyślemy na żer głodnego geparda, który zje antylopy stworzone przez innego gracza, w zupełnie innym celu! Kto nie wierzy, niech sam spróbuje! Oczywiście te wszystkie wredne zagrania są zupełnie opcjonalne i można z nich w ogóle nie korzystać... tylko dlaczego nie, skoro to tak kusi?:D

 

No dobra, skoro wiecie, o co w tym chodzi, to wypadałoby powiedzieć, jak w to się gra

 

 

Graliście kiedyś w Bingo?

 

No to wiecie mniej - więcej, jak się gra w Ecos, ponieważ postawą mechaniki jest właśnie zmodyfikowana gra Bingo!
Na starcie dostajemy (lub draftujemy - w wariancie zaawansowanym) pulę kart, które pozwolą nam czynić cuda, o których wspomniałem wcześniej. Kart mamy kilka rodzajów (bardziej skupiających się na punktowaniu lub na rozbudowie świata, mniej lub bardziej interakcyjnych itp), ale każda karta zbudowana jest w ten sam sposób - po lewej umieszczony jest zestaw symboli, które będziemy musieli zakryć naszymi "kostkami mocy", aby móc skorzystać z danej karty, natomiast pozostała część karty to opis lub wizualizacja graficzna akcji, które możemy wykonać aktywując daną kartę. Możemy, ponieważ wszystkie działania są opcjonalne, a jedynie akcje oznaczone czerwoną strzałką (czyli dołożenie czegokolwiek na stół - kafli terenu, gór, drzew lub zwierząt) są obowiązkowe! Dodatkowo każda karta posiada oznaczenie, ile razy możemy z niej skorzystać - wiadomo, im mocniejsza, tym mniej razy ją odpalimy - a po wykorzystaniu, odrzucamy kartę na discard. Oczywiście analogicznie wygląda kwestia liczby razy "odpalenia" różnych kart.

 
Wśród akcji dostępnych z kart, mamy oczywiście to, o czym cały czas piszę - rozbudowę świata poprzez dokładanie kolejnych kafli terenów, znaczników gór oraz drzew, a także żetonów zwierząt -ale i pozyskiwanie kolejnych kart, zagrywanie kart do naszego tableu, pozyskiwanie kostek energii, zdobywanie punktów, ale także wszelkie "manewry" zwierzętami po planszy czy akcje zmieniające układ na planszy (np. podmiana terenów, zwierząt etc).

 

 

No dobra, ale w takim razie, jak te karty się "odpala"?

 
No i w tym momencie dochodzimy do wspomnianego wcześniej Bingo!
Ponieważ, podobnie jak w tamtej grze, tak i w Ecos, jeden z graczy przejmuje rolę "żniwiarza" i dociąga z worka po jednym drewnianym "klocku", na którym znajduje się jeden z rodzajów symboli, występujących na naszych kartach. Symbole te reprezentują żywioły występujące na świecie - ale nie oszukujmy się, i tak każdy będzie używał określeń "fala", "sarna" czy "trzy jajka" zamiast ich faktycznych nazw. 
Po wylosowaniu symbolu możemy zasłonić identyczny symbol na jednej z naszych kart lub wykorzystać go do przekręcenia naszej podręcznej planszetki (na której mamy również wypisane w jakiej liczbie w worku występują dane symbole). 
Kiedy któryś z graczy zasłoni wszystkie wymagane symbole na jednej ze swoich kart, natychmiast krzyczy ECO! i w tej samej turze będzie mógł skorzystać z akcji z danej karty. Jak wspomniałem wcześniej - nie wszystkie są obowiązkowe, ale wykonujemy je zawsze od góry do dołu. A gdy już zrobimy wszystko co chcemy i możemy - przekręcamy kartę o 90 stopni, odliczając w ten sposób ile jeszcze razy będziemy mogli ją użyć. 

 

Kiedy już wszyscy, którzy krzyknęli ECO!, wykonają swoje akcje z kart, żniwiarz dociąga kolejny "klocek" z żywiołem - robi tak do momentu, aż nie wyciągnie jokera. Wtedy wszystkie dociągnięte wcześniej żywioły trafiają z powrotem do worka, a kolejny gracz staje się żniwiarzem.

 

 

Wrócę jeszcze na moment do tej małej planszetki gracza, o której wspomniałem przed momentem - kiedy nie chcemy skorzystać z jakiegoś żywiołu (lub nie możemy, bo nie mamy takiego symbolu na żadnej karcie), możemy obrócić ją o 90 stopni zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Po 2. obróceniu mamy możliwość skorzystania z akcji pozyskania nowej karty na rękę. Natomiast po trzykrotnym obróceniu mamy do wyboru dwie akcje: dobrać kolejną kostkę energii lub zagrać jakąś kartę z ręki na stół - obie są bardzo ważne, bo z czasem zabraknie nam kostek, jeśli będziemy chcieli odpalić jakieś mocniejsze karty, a i karty w końcu też nam się wyczerpią, dlatego należy korzystać z tych wszystkich opcji rozważnie! 

 

No dobra, ale kiedy w takim razie gra się kończy? 
Jak wspomniałem wcześniej, jest to wyścig, podczas którego zdobywamy punkty - otrzymujemy je z kart czasami "za darmo", a czasami za określone elementy w konkretnym skupisku (np. za liczbę drzew na danym obszarze lub za zwierzęta... zjedzone przez rekina!) - a gra kończy się w momencie, kiedy któryś z graczy zdobędzie 80 punktów (lub 60 w wariancie krótszym).  I jest to jedna z tych gier, w których to my decydujemy o czasie jej trwania, ponieważ mamy "władzę" nad tym, jakie karty chcemy odpalać i czy będziemy się bawić w tworzenie świata, czy jednak zależy nam na szybkiej wygranej.

 

 

Mechanicznie gra jest naprawdę prosta, szybko można przyswoić reguły i nie ma w niej zbyt wielu niuansów i micro zasad, o których należy pamiętać, aby nie zepsuć sobie zabawy (i wyniku). Trzeba jednak mieć na uwadze, że przy całej tej prostocie, oferuje ona sporą głębię, wynikającą z kilku faktów. Przede wszystkim - symbole żywiołów powtarzają się na różnych kartach, ale z wylosowanego właśnie symbolu możemy skorzystać tylko na JEDNEJ karcie (lub planszetce gracza), dodatkowo trzeba obserwować, co dzieje się na planszy, ponieważ może się zdarzyć, że jakiś gracz będzie miał ECO! przed nami i swoimi działaniami sprawi, że nasza karta w tym momencie stanie się bezużyteczna! Ważna jest również kolejność w jakiej odpalamy nasze karty - czasami wychodzą naprawdę sympatyczne combosy. Ponadto - jak wspomniałem - mamy do czynienia z akcjami wpływającymi "globalnie" na stół, dlatego kiedy tylko pojawia się taka karta, należy o tym poinformować resztę graczy, aby mieli świadomość, co może ich czekać. 

 
Jak więc widać Ecos: The First Continent to bardzo sympatyczna gra, z kilkoma ciekawymi decyzjami.

 

Okej, nadszedł ten moment, kiedy trzeba powiedzieć wprost, co jest nie tak z grą Ecos: First Continent?

 

 

Zapewne zorientowaliście się już, że Ecos bardzo przypadło mi do gustu. Przyznam szczerze, że już dawno żadna gra nie wywarła na mnie tak pozytywnego wrażenia po pierwszej partii. Trudno mi powiedzieć, z czego to wynika - sama mechanika nie jest zarówno niczym nowym, jak i odkrywczym, ale w połączeniu z tematyką oraz możliwościami oferowanymi przez karty sprawia, że gra się w to bardzo przyjemnie i to zarówno we dwoje, jak i w większym składzie.

 
Czy gra ma więc jakieś wady?
Jak dla mnie jedną - brak polskiej wersji językowej. Przez to trzeba tłumaczyć innym graczom, co mają na kartach, a co za tym idzie nie ma żadnego zaskoczenia, w związku z tym, co wyłożą na stół. Dodatkowo gra mocno premiuje "ogranie". Na początku gramy w ciemno, nie znając możliwości kart oraz powiązań pomiędzy nimi, jednak po kilku partiach wiemy na co polować, jakie karty dobierać i zagrywać na stół oraz w jakiej kolejności, aby kosić punkty wiadrami.
Nie oznacza to, że gra jest powtarzalna - kart jest na tyle, że spokojnie starczy na wiele partii i - uwierzcie mi - każda z tych partii będzie wyglądać inaczej!

 
Poza tym - kupuję tę grę całym sobą. Chętnie pokazuję ją nowym osobom, nawet niezbyt zaawansowanym w graniu w gry planszowe. Do tej pory nie spotkałem się jeszcze z opinią, aby ta gra była zła.

 

 

No dobra, pora przejść do sedna - brać i grać, czy nie?

 

Brać, zdecydowanie brać! Poza jednym minusem - czyli brakiem polskiej wersji językowej - ta gra to jedno z najlepszych doświadczeń planszowych w jakich miałem okazję brać udział i, póki co, najlepsza gra w tym roku, w jaką miałem okazję zagrać. 

 
Będę ją polecał i rekomendował każdemu, mało tego - odkąd mam tę grę, pokazuję ją każdemu, bez względu na to, jaki ma "staż" w graniu i nigdy nie kończy się na jednej partii, a to już o czymś świadczy!

 
Ja jestem w tej grze zakochany, nawet teraz, bez wersji PL biorę ją w ciemno! I polecam każdemu z całego serca!

 

I-SZOP.pl - wyszukiwarka gier planszowych, porównywarka cen, gry planszowe, RPG, karciane, kolekcjonerskie, figurkowe i bitewne