Wczytuję dane...

Sanctum - recenzja

Niech pierwszy rzuci meeplem, kto nie zaklikał na śmierć przynajmniej jednej myszki podczas grania w Diablo na PC-ie!

 
Drżyjcie wobec tego, bowiem Mroczny Pan, Diabeł z Piekła czy Ki Czort wyszedł ponownie ze swych walących siarką pieleszy i atakuje ponownie - tym razem na naszych stołach!
Co przyjdzie nam zniszczyć podczas kolejnego starcia z Szatanem? Mam nadzieję, że nie stół - bo te kosztują trochę więcej niż myszki do komputera ;) 

 

 

Sanctum - bo o nim dzisiaj chcę Wam opowiedzieć, to nowa gra autorstwa Filipa Neduka, będąca próbą przeniesienia wrażeń towarzyszących grom elektronicznym na gry planszowe. Poprzednio dostaliśmy Adrenalinę - "fps na planszy" (w stylu Quake Arena np) - który mnie osobiście bardzo się spodobał. 

 

Tym razem na ruszt (hue hue) wzięto sztandarowy tytuł Blizzard'a, który zna chyba każdy. Bez względu na to, czy penetrowaliście podziemia pod Starym Tristram w D2 czy narzekaliście na "cukierkowość" lokacji w D3, w Santcum od pierwszego kontaktu z grą poczujecie się jak w domu - chociaż nie wiem, czy jest to dobre uczucie, w kontekście rozmów o piekle (na Ziemi) i Szatanie;)

 

Już rogacizna na okładce budzi miłe skojarzenia, a kiedy otworzymy pudełka i zobaczymy plansze lokacji, po których przyjdzie się nam poruszać w Sanctum (cukierkowe i w rzucie izometrycznym!) oraz planszetki graczy, z "pojemniczkami" na życie i manę, żywcem wyjęte z gier Blizzarda - momentalnie dajemy się ponieść wyobraźni i jak najszybciej chcemy przystąpić do wesołej masakry demonicznego ścierwa!

 

A jest co masakrować, bowiem potworów, którym przyjdzie nam stawić czoła - zanim dojdzie o ostatecznej konfrontacji - jest cała masa, podzielona na kolory i poziomy, od drobnicy padającej "na strzała", po nieco mocniejsze maszkary, na pokaźnych i trudniejszych do ubicia zakapiorach kończąc. 

 

Oczywiście - jak to w hack'n'slashach, każdy ubity skurczybyk daje na doświadczenie i dropi jakiś loot (po polsku - z każdego potwora wypada jakiś fajny przedmiot, który będziemy mogli później na siebie założyć lub sprzedać za mikstury).

 

No właśnie - mikstury, czyli kolejna rzecz nieodzownie kojarząca się z Diablo! I mamy ich oczywiście dwa rodzaje - do odzyskiwania "zdrowia" i many:)

 

  

 

Na koniec wypada wspomnieć, że zgodnie z "klasyką gatunku", mamy tutaj również do wyboru 4 klasy postaci, zróżnicowane pod kątem rozwoju oraz podejścia do tego, jak powinniśmy ubijać maszkary, które staną nam na drodze.

 

No dobra, wypadałoby w końcu powiedzieć, jak w to się gra!
I tutaj niespodzianka, bowiem - wzorem gier diablopodobnych - mechnika gry jest bardzo prosta! Czyli wciąż trzymamy się w "klimacie" - brawo, panie Neduk!

 

Cała gra podzielona jest tak naprawdę na 2 części - pierwszych kilka aktów (ich liczba zależna jest od liczby graczy) to tak naprawdę spacer po lesie i przygotowanie na ostateczne starcie z głównym bossem w akcie szóstym (w tym akcie także nieco zmieniają się zasady rozgrywki, ale o tym później).

 

Zanim gracze dotrą do Diabolo, wykonują swoje tury na zamianę.
W swojej turze mogą wykonać jedną z trzech akcji:


- ruch - podczas którego gracz zawsze musi stanąć na czele pochodu, dobrać z odpowiedniej talii parę potworów, a na koniec wybrać z dostępnej puli potwory, z którymi będzie chciał się zmierzyć;

- walka - stawiamy czoła wszystkim potworom, które "zebraliśmy" po drodze. Walczymy z każdym jednocześnie, a walka opiera się na rzutach kostkami, które mamy do dyspozycji (zaczynamy z dwiema, później ich pula rośnie). Każdy potwór ma na sobie pokazaną wartość liczbową, która musi wypaść na naszej kości. Jeśli mamy szczęście, to przypisujemy kości do potworów i je zabijamy. Jeśli nie, to musimy korzystać z posiadanego ekwipunku oraz odblokowanych umiejętności, aby ustawić kości na interesujących nas wynikach. Zabite potwory dają nam doświadczenie, w postaci "awansu" kryształków na naszej planszetce umiejętności, dzięki czemu odblokowujemy nowe skille dla naszej postaci. W momencie dobierania potwora do walki zawsze wiemy, jaki kolor kryształka pozwoli nam awansować oraz jaki element ekwipunku (broń, hełm, zbroja, buty, błyskotki - KLASYKA!) nam z niego wypadnie.

- odpoczynek -podczas którego odświeżamy nasz ekwipunek, zakładamy nowe elementy ekwipunku (jeśli chcemy), niechciany loot sprzedajemy za mikstury i sprawdzamy, czy nie zdobyliśmy przypadkiem jakieś osiągnięcia - takie "acziki" to również ukłon w stronę D3 -które dadzą nam jednorazowe boosty podczas walki w ostatnim akcie.

 

  

No właśnie, a kiedy już dotrzemy do bram Sanctum i staniem oko w oko z głównym złym, możemy jedynie liczyć na szczęście w kościach i dobrze dobrany wcześniej ekwipunek, ponieważ ten bydlak jednym atakiem potrafi zmieść nas z powierzchni lochu :P 

 
Tutaj już nie odpoczywamy tylko przemy przed siebie, tłukąc i starając się obronić przed furią bestii.
Jeśli się nam uda i ubijemy gada - brawo, wygraliśmy!
Tzn wygrywa ten, któremu zostało najwięcej punktów zdrowia - zapomniałem wcześniej wspomnieć, że Sanctum to nie jest gra kooperacyjna;)

 

Jeśli zaś zginęliśmy i nikt nie ubił gada - to... też wygraliśmy (WTF?!), a zwycięzcą jest ten, kto zadał bestii więcej ran, zanim został pożarty. No dobra, niech będzie... 

 

Warto wspomnieć również o tym, że zginąć można także podczas wędrówki do głównego złego - i wtedy nie ma odrodzenia, odpadamy z gry - ale, żeby doszło do takiej sytuacji, ktoś musi być albo wielką lamą, albo specjalnie się podłożyć.

 

Okej, widać więc, że Sanctum to gra ewidentnie zrobiona przez fana Diablo dla fanów Diablo!
Co więc mogłoby pójść nie tak?

 

No właśnie całkiem sporo.

 

 

 

 

Powiedzmy sobie to od razu - Sanctum jest "diablo na planszy" w takim samym stopniu jak Sid Meier's Civilization: Nowy Początek jest "civką na planszy". Na pewnym abstrakcyjnym poziomie owszem - widząc znajome grafiki, układ na planszy postaci, obszary planszy, po której przyjdzie się nam poruszać, broń i potwory - czujemy się "jak w domu" (a w zasadzie to jak w Piekle;p). Dostajemy łatwy, przyjemny i - nie oszukujmy się - bardzo prosty gameplay, ograniczający się do zarządzania naszym ekwipunkiem i skillami tak, aby jak najlepiej móc manipulować kośćmi. Wszak walka to cudowny festiwal turlania i losowości, który nie wymaga od nas większego pomyślunku - jednym może to nie przeszkadzać (w końcu Diablo to też "bezmyślny" hack'n'slash), innych to zniechęci i odrzuci. 
I o ile na powyższe "uproszczenia" można przymknąć oko, tak nie wybaczę autorowi kilku innych wpadek.

 

Przede wszystkim liniowość. I to zarówno podczas poruszania się po planszy, jak i przy rozwoju postaci. 
Po planszy poruszamy się po jednej, z góry wytyczonej i zawsze tej samej ścieżce - długość ścieżki różni się tylko w zależności od liczby graczy (im nas mniej, tym jest krótsza). Szkoda, że nie przewidziano nawet prostych rozgałęzień - fajnie wpłynęłoby to na regrywalność (być może) i na odbiór gry. 

 

Jeśli zaś chodzi o rozwój postaci, to plansza gracza składa się z 9 pól zawierających skille (jednorazowe lub stałe, działające od momentu odblokowania) i chociaż każda z postaci posiada inny zestaw tych skillów, to jest to zawsze ten sam zestaw podczas każdej rozgrywki. Co prawda sami decydujemy, w jakiej kolejności odblokujemy te pola i zdolności, ale i tak wiemy, że podczas każdej partii będziemy musieli wybierać z tej samej puli. 
Dlatego w Sanctum warto zagrać przynajmniej 4 razy - za każdym razem inną postacią;)

 
Także jeśli chodzi o same zdolności to są one bardzo nierówne - niektóre sprawiają wrażenie zbyt mocnych w stosunku do innych. Za mało pograłem, aby mówić o "niezbalansowaniu", ale odnieśliśmy wrażenie, że niektóre klasy miały za łatwą rozgrywkę, po odblokowaniu konkrentych skilli. Szkoda.

  

 

 


Nie podoba mi się również recykling potworów. Komputerowe Diablo stoi hordami wrogów, które znacząco się od siebie różnią - także wyglądem. Tu potwory bardzo często się powtarzają i trochę szkoda, że nie pokuszono się o większą liczbę grafik dla bestii na tych samych poziomach.

 

Trzeba również wspomnieć o łamliwości figurek postaci - u nas się to nie zdarzyło, ale widziałem wiele zdjęć barbarzyńców z utrąconymi toporami ;) 

  

Pora to krótko podsumować:)

 

 

 

Bardzo lubię Diablo i różne inne hack'n'slashe, dlatego byłem ciekaw Sanctum. Niestety, już po pierwszej, niepełnej, partii mój entuzjazm mocno ostygł.

  
Jest w tej grze wiele ciekawych smaczków dla fanów Diablo i wiem, że wiele osób będzie się dobrze bawiło przy tej grze, jednak tak naprawdę trudno jednoznacznie wskazać, dla kogo jest ten tytuł. Na pewno nie dla osób, które posiadają w swojej kolekcji cięższe tytułu, bo oni szybko się tą grą znudzą. Nie jest to też gra, dla tych, którzy lubią gry lekkie i przyjemne, bo na pewno mają w swojej kolekcji inne gry z tej "półki".

 
Nie jest to też najfajniejsze przełożenie "diablo na planszę"

 
Gra na pewno spodoba się tym, którzy lubią estetycznie wydane gry, kolorowe i częstym rzucaniem kostkami. Jeśli zaczynacie swoją przygodę z planszówkami, lub macie młodszych graczy w rodzinie - to również będziecie się dobrze bawić przy Sanctum,

 

Dla mnie - póki co - najlepszym przeniesieniem Diablo na stół jest... Zombicide: Zielona Horda;) za Sanctum podziękuję:)

 

Receznję na bloga przygotował Łukasz "Stark"

Grę planszową Sanctum możecie kupić w naszym sklepie >>>KLIK<<<

I-SZOP.pl - wyszukiwarka gier planszowych, porównywarka cen, gry planszowe, RPG, karciane, kolekcjonerskie, figurkowe i bitewne