Wczytuję dane...

Tacy mniejsi Osadnicy - recenzja gry Little Town

Dzisiaj będzie raczej krótko, raczej zwięźle i - jak zwykle - na temat ;)

Bo i gra z tych mniejszych i lżejszych, więc rozpisywać się nie ma za bardzo co.

To po pierwsze.

A po drugie - szybko czytajcie tę recenzję i sami zagrajcie, bo to naprawdę fajna gra jest ;)

Ot, taki spoiler już na początku;)




Little Towns to gra oparta na mechanice worker placement, dla 2-4 (początkujących) graczy, w Polsce wydana przez wydawnictwo Portal.

Wcielamy się w niej w osadników, którzy mają proste zadanie - zbudować osadę pośród zielonych łąk, strzelistych gór i gęstych lasów. Będziemy się starali zrobić to na przestrzeni 4 rund, wysyłając naszych pracowników po surowce (drewno, kamień, ryby i zboże), dzięki których wzniesiemy kolejne budowle i wyżywimy naszych ludzi. Każda budowla da nam punkty wygrywu od razu po wybudowaniu, a nie które pozwolą nam wymienić surowce (i monety) na punkty już w trakcie gry.
Zwycięży oczywiście ten, kto będzie ich miał najwięcej na koniec gry;)





Mechanika gry jest banalnie prosta.

W swojej rundzie wysyłamy naszego robotnika w teren, aby pozyskał potrzebne nam surowce lub na plac budowy, aby z posiadanych zasobów zbudował interesującą nasz budowlę (lub pola zbóż).

Aby pozyskać surowce wystawiamy naszego pracownika na planszę, która początkowo w większości składa się z pustych zielonych pól oraz kilku stawów, obszarów leśnych i gór. Postawić możemy się jedynie na pustym polu (czyli bez innego meepla, bez budynku oraz bez lasów, gór i stawów), następnie zbieramy to, co dają nam pola sąsiadujące z naszym workerem (także po skosie, więc maksymalnie możemy sąsiadować z 8 polami) - mogą to być wspomniane wcześniej obszary nadrukowane na planszy, ale w pewnym momencie będą to również wystawione budowle. W takim wypadku mamy dwie opcje - z własnych budowli korzystamy za darmo, natomiast aby móc użyć budynku należącego do innego gracza, musimy najpierw zapłacić temu graczowi 1 monetę. Na szczęście jest to opcjonalne;)

Budowanie jest równie proste, co zbieranie - umieszczamy naszego robotnika na placu budowy,  a następnie opłacamy koszt interesującej nas budowli i wystawiamy ją na planszę na podobnych zasadach, jak umieszczamy naszego workera (puste pole, itd).
Oznaczamy budowlę domkiem w naszym kolorze i nasza wspólna wioska zaczyna się rozwijać.

Wzniesione budowle dają nam dostęp do różnych dodatkowych surowców i akcji, przykładowo - możemy sprzedawać zasoby za punkty wygrywu, możemy zbierać monety lub wymieniać jedne surowce na inne. Niektóre punktują na koniec gry za spełnianie określonych warunków, inne zaś nie dają nam żadnych dodatkowych akcji ale zapewniają mnóstwo punktów wygrywu za samo zbudowanie! 
Jest w czym wybierać, a duża pula budowli, z których losujemy tylko kilknaście dla każdej partii sprawia, że niemal każda partia będzie inna


Dodatkowo wszystkie budowle zostały narysowane śliczną kreską, w stylu, który od razu przywodzi na myśli komputerowych Settlersów!
Na regrywalność ma wpływ również dwustronna plansza - obie strony różnią się układem początkowych pól, dlatego nie będzie można w każdej partii iść jedną i tą samą ścieżką.

Gra bardzo dobrze się skaluje - chociaż w przypadku tego typu gier zawsze ciekawiej gra się w większym składzie, mamy wtedy więcej interakcji, więcej możliwości przeszkadzania sobie wzajemnie, ale też częściej będziemy zarabiać na innych graczach, gdy będą korzystali z naszych budowli.





Rozgrywka składa się zawsze z czterech rund, przez co gra nie dłuży się i trwa "w sam raz" - kolejny plus.

Ostatnim plusem, o którym warto wspomnieć są karty ukrytych celów, które losujemy przed pierwszą rundą. Dają nam możliwość pozyskania dodatkowych punktów wygrywu - co zawsze cieszy - ale niektóre z nich posiadają wymogi konkretnych budowli, więc trzeba sprawdzić, czy w ogóle będziemy je w stanie spełnić. Na szczęście można je wymienić, gdy w grze brakuje wymaganych budynków.

No dobra, ale pewnie zastanawiacie się, czy coś jest nie tak z Little Town?

I powiem Wam szczerze, że trudno mi się do czegokolwiek przyczepić w tej grze. Jak na lekką, rodzinną pozycję, ma wszystko, co taka gra powinna mieć - proste zasady, ciekawą oprawę, przystępny czas rozgrywki i nawet cena nie jest wygórowana.
Mógłbym się przyczepić do stosunkowo niewielkiej liczby budowli - mimo, iż zawsze losujemy (lub draftujemy) tylko kilkanaście, to jednak po 4-5 partiach na pewno zaczną się pojawiać i wtedy będzie polowanie na te najlepsze, a co za tym idzie pojawi się "strategia wygrywająca" - tylko czy ma to sens w takiej lekkiej grze? Myślę, że nie, bo zaawansowani gracze raczej sięgną po cięższe tytuły, a młodsi/nowi gracze nie będą od razu uskuteczniali optymalizacji, a skupią się na fajnej i przyjemnej rozgrywce.


Pewnym zgrzytem mogą być również karty ukrytych celów - niby fajnie, bo to zawsze dodatkowe punkty, ale zazwyczaj dostajemy z nich marne 2-3 punkty, a niektóre zadania do wykonania są naprawdę wymagające, a przez co niewspółmierne do korzyści, jakie za nie otrzymujemy.




No dobra - podsumowanie będzie krótkie.

Jeśli szukacie lekkiej, rodzinnej gry z mechaniką worker placement, a do tego czujecie sentyment do serii Settlers - Little Town jest dla Was! Tak samo, jeśli chcecie pograć z młodszymi lub szukacie ciekawego fillera na wieczór. Zaawansowani gracze nie mają czego tutaj szukać, ale oni pewnie mają całą półkę innych fillerów, po które sięgają, a na Little Towns nawet nie spojrzą:)

Przyznam szczerze, że z dwóch gier o "małych miasteczkach", w które miałem okazję niedawno grać, to właśnie Little Town spodobało mi się o wiele bardziej:) Grało się szybko, przyjemnie i bez spiny, a ładne grafiki budziły przyjemne skojarzenia z PeCetowymi "Osadnikami";)

Na pewno będę tę grę polecał, przynajmniej do spróbowania!


Recenzję na bloga przygotował Łukasz "Stark"

Grę planszową Little Town możecie kupić w naszym sklepie >>>KLIK<<<

I-SZOP.pl - wyszukiwarka gier planszowych, porównywarka cen, gry planszowe, RPG, karciane, kolekcjonerskie, figurkowe i bitewne