Wczytuję dane...

New Frontiers - recenzja

Kocham Race for the Galaxy. Zakochałem się w niej od pierwszej partii - była to pierwsza karcianka, w której karty można było wykorzystać na wiele sposobów, a co za tym idzie, pierwsza poważna gra z mechaniką "zarządzania ręką". Niestety, jej największym problemem jest ikonografia, dlatego tłumaczenie tej gry to mordęga - nie tylko dla osoby, która tłumaczy... Stąd też, po kilku partiach, kiedy dostaliśmy w prezencie Roll for the Galaxy, Race szybko opuścił naszą kolekcję (nad czym ubolewam do dzisiaj), bo przy tonie kolorowych kosteczek z Rolla, karcianka z toną nieintuicyjnych (początkowo) ikonek, nie miała szans się przebić.

Jakiś czas później Race wrócił do naszej kolekcji w postaci uboższego brata, jakim jest karciane Puerto Rico, w międzyczasie mieliśmy też okazję pograć w klasyczne Puerto Rico i w zasadzie z tej "rodziny" do tej pory nie udało nam się jedynie zagrać w klasyczne San Juan.

I chociaż bardzo lubię Roll for the Galaxy i uwielbiam karciane Puerto Rico, to jakoś nie byłem specjalnie napalony na New Frontiers, kiedy to zostało zapowiedziane po polsku przez Portal. Nie planowałem również kupna, ale liczyłem, że uda się nam w to zagrać chociażby u znajomych. 

Udało się. I przy całym zamieszaniu, małej ilości czasu na granie i dużej ilości pracy, New Frontiers lądowało na naszym stole bardzo często. Czy to oznacza, że jest to gra, która zdetronizuje u nas Rolla?

Przekonacie się w tej recenzji;)




Jeśli nie słyszeliście jeszcze o tej grze, to warto wspomnieć, iż New Frontiers to gra planszowa w uniwersum Race for the Galaxy, dla 2-5 graczy, polskim nakładem dana przez wydawnictwo Portal (które również ma w planach ponowne wydanie klasycznego Race for the Galaxy - i chwała im za to!). Według informacji pudełkowych pojedyncza partia powinna trwać do 45 do 70 minut, ale z własnego doświadczenia wiem, że może to być o wiele krótszy czas;)

New Frontiers to suchy eurasek, w którym będziemy eksplorowac kosmos, kolonizować nowoodkryte planety, rozwijać nowe technologie, produkować, sprzedawać i konsumować wyprodukowane dobra - a wszystko to, aby zdobyć najwięcej punktów wygrywu i wygrać ten kosmiczny wyścig.

Mechanicznie gra jest w miarę prosta, a jeśli graliście wcześniej w jaki kolwiek tytuł "z rodziny" Race-San Juan-Puerto Rico, to będziecie czuć się jak w domu. 
Jeśli jednak nie mieliście wcześniej styczności z żadnych z wcześniej wymienionych tytułów, to teraz postaram się Wam krótko wytłumaczyć, jak gra się w New Frontiers, i kiedy ta gra się kończy.

Zacznijmy od przygotowania, które niestety, jest dość czasochłonne, ponieważ musimy przygotować sporo elementów wspólnych. Chodzi głównie o dwustronne kafle technologii (podzielone na małe i duże), które należy ułożyć losowymi stronami na dwóch planszach, zachowując podział na mniejsze i większe kafle. Rozmiar ma znaczenie - dojdę do tego później, natomiast losowy układ stron kafli zapewnia większą regrywalność i uniemożliwienie wejścia w utarte schematy rozrywki:) 
Kiedy już ułożymy wszystkie technologie, przygotowujemy pulę osadników oraz punktów wygrywu dostępnych w danej partii - ich liczba uzależnoniona jest od liczby graczy (po 12 szt osadników/punktów na gracza), po tym obok planszy umieszczamy kafle akcji, a każdy z graczy wybiera losowo jedną z 8 planszetek graczy, dostaje 3 kredyty (lokalna waluta), jednego osadnika z puli i decyduje, na której stronie planszy będzie grał (wybór nie jest stricte kosmetyczny, ponieważ na obu stronach planszy znajduje się inna startowa kolonia, dająca różny bonus dla gracza).

Po tych wszystkich przygotowaniach możemy przystąpić do gry.
Rozgrywka składa się z nieokreślonej liczby rund, a kończy, kiedy zostanie spełniony chociaż 1 z 4 warunków zakończenia gry:
1) wyczerpie się pula dostępnych punktów wygrywu
2) liczba osadników w ogólnej puli spadnie poniżej 5
3) któryś z graczy skolonizuje swoją 7 planetę
4) ktoś rozwinie co najmniej 10 technologii
Kiedy nastąpi któryś z tych warunków, dogrywamy do końca aktualną rundę i podliczamy punkty: nadrukowane na naszych koloniach i technologiach, otrzymane w wyniku punktowania "dużych" kafli technologii oraz zebrane z puli w trakcie rozgrywki. 

No dobra, ale jak w to się gra?

Już Wam mówię;)




W każdej rundzie dostępnych jest 7 kafli akcji. Zaczynając od pierwszego gracza (kolejność wyznacza tor kolejności i nie ulega ona zmianie co rundę, a jedynie w wyniku jednego kafla akcji), gracz, którego jest kolej, wybiera jeden z dostępnych kafli akcji (dostępnych, czyli niewybranych wcześniej przez poprzednich graczy), następnie każdy z graczy - wg kolejności na torze - może wykonać daną akcję (jeśli chce lub jeśli go na to stać), a gracz, który wybrał daną akcję dostaje jeszcze przypisany do niej bonus! 

Brzmi znajomo? Podobny mechanizm został zastosowany również w Rising Sun;) 

Kiedy wszyscy wykonają (lub nie) wybraną akcję, kolejny gracz wybiera następny kafel akcji i tak w koło, aż wszyscy gracze wybiorą po jednym kaflu akcji (to zmienia się nieco podczas rozgrywki 2-osobowej).

No dobra, a jakie akcje w takim razie mamy do wyboru?
Tutaj, można by rzecz, szału nie ma i mamy do czynienia z klasyką gatunku;)

Możemy rozwijać technologie (płacąc za nie kredytami), bonusem jest niższy koszt danej technologii. Technologie, o czym wspomniałem wcześniej, dzielimy na "małe" i "duże" (jest to oczywiście podział umowny), a różnią się tym, że duże kafle technologii nie punktują nam same z siebie, a za inne rzeczy, które posiadamy w swoim "imperium" (np za siłę militarną, konkretne kolory planet itd), przez co nieco ukierunkowują naszą grę. Małe technologie dają nam ciekawe bonusy do różnych akcji, które będziemy wykonywać podczas gry.

Odkrywanie nowych planet podzielone jest tym razem na dwie akcje. Pierwszą z nich jest właśnie odkrywanie, które polega na wylosowaniu z worka 7 planet, a następnie wybraniu sobie jednej z nich. Ta planeta jeszcze nie należy do naszego imperium, dlatego umieszczamy ją przy naszej planszetce stroną "wyszarzoną" - będziemy mogli ją skolonizować lub podbić w innej akcji. Bonusem w tej akcji jest wybranie drugiej planety do skolonizowania. Wszystkie niewybrane planety wracają do wora;)

Kolejny krokiem jest kolonizacja odkrytych planet, która może się odbyć na 1 z 2 sposobów - za kredyty lub militarnie. Zawsze musimy także umieścić na skolonizowanej planecie 1 lub 2 osadników. Skolonizowane planety mogą nam dawać różne bonusy lub surowce - wszystko zależy od danej planety (nie będę się zagłębiał w szczegóły, bo trochę by to zajęło).
Jeśli nas nie stać na skolonizowanie/podbój żadnej planety, to zamiast tego bierzemy dwóch osadników z puli. Jako bonus dostajemy jednego osadnika na początku tej akcji.

Skoro już mamy jakieś planety, to kolejną akcją, z której możemy skorzystać jest produkcja dóbr. Produkujemy dobra zależnie od koloru planety, na każdej planecie, która nie posiada na sobie jeszcze żadnego dobra (kolory oczywiście mają znaczenie, symbolizując wartość danego dobra: niebieskie są najtańsze, złote najdroższe). Bonusem jest wyprodukowanie dobra na planecie zdobycznej (która normalnie dóbr nie produkuje).

Po wyprodukowaniu dóbr warto by je sprzedać - za kasę lub punkty wygrywu - i na to właśnie pozwala nam kolejna akcja. Możemy sprzedać jedno dobro, po czym MUSIMY skorzystać ze zdolności konsumpcji, na każdej planecie, która taką zdolność posiada (oczywiście robimy to tak długo, jak długo pozwalają nam posiadane dobra/planety). W bonusie dostajemy 1 punkt wygrywu.

Na koniec zostawiłem akcję pozyskania 2 kredytów (a reszta graczy dostaje.. figę) i akcję zmiany kolejności na torze.

Trochę tych akcji jest, opisałem je dość ogólnie, ale i tak widać, że sporo rzeczy trzeba zapamiętać (chociaż każda akcja jest dokładnie opisana na kaflu danej akcji).
Wiadomo - jest łatwiej, jeśli graliście już np w Puerto Rico lub Roll for the Galaxy, a dodatkowym utrudnieniem dla świeżaków jest instrukcja, która nie jest zbyt intuicyjnie napisana;)

No dobra, ale jak w to się gra?





Rewelacyjnie!

Jest to wyścig i od pierwszego ruchu to czuć. Trzeba dobrze planować swoje działania, ale jednocześnie nie można za bardzo zamulać, bo może okazać się, że inni gracze przyspieszyli na tyle, że w zasadzie nie ma ich co już gonić i można iść zamówić pizzę dla zwycięzcy. Chociaż z drugiej strony nie można też za bardzo przyspieszać rozgrywki, bo nagle ktoś może nas zaskoczyć zakupem technologii, na którą my się czailiśmy, przez co z pozycj lidera spadniem na sam koniec stawki.
Ta gra jest z jednej strony mocno policzalna (jedyny element losowy to planety wyciągane z worka podczas akcji odkrywania), a z drugiej nieobliczalna przez poczynania innych graczy. Często będziemy wybierać akcje, które niekoniecznie będą najlepsze dla nas, ale sprawią, że inni gracze nie będą mogli nic zrobić w danym momencie, a odkucie się im trochę zajmie. I chociaż brakuje mi tutaj elementu niepewności i odczytywania zamiarów rywali, znanego z Roll for the Galaxy (tam wybieramy akcje jednocześnie za parawanami), to i tak satysfakcja z dowalenia komuś (oczywiście nie wprost) jest ogromna.

MImo tego całego wyścigu trzeba być rozważnym, bo przez niektóre combosy pomiędzy planetami i kaflami technologii, bardzo szybko możemy doprowadzić "niechcący" do zakończenia gry. Tak było raz podczas mojej partii z Kasią, kiedy dzięki rozwiniętym technologiom i podbitym planetom praktycznie w każdej rundzie wyciągała po 4-5 osadników z puli, przez co partia trwała raptem 15 minut i skończyła się śmiesznie niskim wynikiem (i moją porażką). 
I chociaż próbowałem - to nie mogłem jej zablokować i przystopować w żaden sposób. Bolało.

New Frontiers robi dobrze jeszcze jedną rzecz - upraszcza zabójczą ikonografię z Race/Rolla. Owszem, mamy tutaj też sporo różnych ikon odnoszących się do różnych akcji, ale świetną sprawą jest fakt, że każda technologia/planeta oprócz ikon posiada jeszcze słowny opis działania, dzięki czemu nie dość, że wszystko jest klarowne, to jeszcze mimowolnie i bezboleśnie przyswajamy sobie te wszystkie pikogramy (dzięki czemu będzie nam może łatwiej przyswoić w przyszłości Race'a!;D)

No dobra, ale przy tych wszystkich zachwytach, cos jest nie tak z New Frontiers?

Przyznam szczerze, że ja osobiście mam do tej gry jeden DUŻY zarzut, ale jest to oczywiście moje osobiste odczucie. 
Mianowicie, uważam że w tej sytuacji, ktoś źle doradził panu Lehmannowi, że "bigger is better", przez co cała ta gra - od pudła zaczynając, na kostkach zasobów kończąc - jest dla mnie "oversizeed". 

Jasne - te wszystkie komponenty (planety, technologie, plastikowe kostki zasobów, planszetki graczy) bardzo ładnie prezentują się na stole, przykuwają wzrok i są czytelne. Ale czy gdyby zmniejszyć je tak o 1/3 to aż tak bardzo wpłynęłoby na czytelność i jakość? Chyba nie. Ale dzięki temu pudło zyskałoby normalne wymiary, a cena pewnie też byłaby przystępniejsza.

A tak mamy sterydziarza, który jest koksem z wyglądu, a tak naprawdę nic nie straciłby z uroku, który wyglądał jak zwykły facet. Roll for the Galaxy pokazał, że nawet mniejsze kafle planet/technologii są czytelne, a surowce wcale nie muszą być takie wielgachne, żeby były ładne.

Ale to tylko moje czepialstwo;)





Dobra, pora to krótko podsumować.

Powiem wprost - jeśli do tej pory nie mieliście styczności z żadną grą z rodziny Race-Puerto Rico-San Juan, to New Frontiers jest idealną grą, aby w końcu się z tym poznać. Wygładzone zasady i ikonografia, piękne wykonanie, czytelne kafle, szybkość rozgrywki - same plusy, nic tylko brać póki ciepłe.

Jeśli natomiast macie/gracie w inne gry, o których wspomniałem wcześniej, to New Frontiers niczym Was nie zaskoczy, poczujecie się jak w domu i tak naprawdę od Was zależy, czy chcecie ją mieć, czy MUSICIE ją mieć, bo jesteście kolekcjonerami.

My z Kasią pokochaliśmy New Frontiers, gramy w nią bardzo chętnie, ale pozycja Rolla jest niezagrożona... bo kostki;)



Recenzję na bloga przygotował Łukasz "Stark"

Grę planszową New Frontiers możecie kupić w naszym sklepie >>>KLIK<<<

 

I-SZOP.pl - wyszukiwarka gier planszowych, porównywarka cen, gry planszowe, RPG, karciane, kolekcjonerskie, figurkowe i bitewne