Wczytuję dane...

Black Angel - recenzja

Miejmy to z głowy - nie lubię Troyes.


Grałem w tę grę kilkukrotnie, próbowałem jej dawać szansę parę razy, ale zawsze odbijałem się od niej z hukiem (no dobra, nie zawsze - jedna partia mi się nawet podobała, ale to za mało, żeby wracać do tej gry, przy takim zalewie nowych gier) - niemniej, jak to mawiają "klasyk zaliczony".

Za to bardzo lubię grę Ulm, głownie przez mechanizm "szachownicy" - kto grał, ten wie, o czym piszę, kto nie grał - warto nadrobić, bo to naprawdę bardzo przyjemny euras! (tym bardziej, że można go często dorwać z fajnych promocjach;)

No dobra, ale dlaczego wspominam o tych dwóch grach?
Ponieważ tytuł, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć czerpie garściami z Troyes i inspiruje się Ulm. A to wszystko w sosie "Interstellar" (czyli ulubionego filmu, mojego ulubionego reżysera)!

Czyli, jak sami widzicie, dla mnie osobiście, to mieszanka iście wybuchowa!
Co wyszło z tego eksperymentu? 
Posłuchajcie...




Black Angel
- bo o nim mowa - to eurosuchar, z który odpowiedzialni są Sébastien Dujardin, Xavier Georges, Alain Orban, w Polsce wydana przez wydawnictwo Rebel, a przeznaczona jest dla 1-4 graczy, w wieku co najmniej 12 lat.

I chociaż mamy tutaj do czynienia z grą euro, to wykonanie oraz zawartość (sporego i wypchanego po brzegi) pudła, dość mocno starają się budować KLIMAT.
Klimat mocno depresyjny i kojarzący się z filmem, o którym wspomniałem powyżej.

Dlaczego? No to wyobraźcie sobie następującą sytuację:


"Zachowując się skrajnie nieodpowiedzialnie, ludzkość doprowadziła do wyczerpania naturalnych zasobów Ziemi, czyniąc ją planetą niemalże niezdatną do życia. W obliczu zbliżającej się zagłady, społeczności stanęły przed koniecznością zjednoczenia. Nadszedł czas, by zapomnieć o uprzedzeniach i różnicach; wymiana wiedzy i doświadczeń jest znacznie ważniejsza, zwłaszcza, gdy brak nam czasu.

W ten sposób światło dzienne ujrzał Black Angel - największy projekt w historii ludzkości. Pierwsza międzygalaktyczna fregata została zbudowana, by przenieść ludzki materiał genetyczny na najbliższą planetę o warunkach odpowiednich do życia. Statek będzie musiał przemierzyć długą drogę, a sama podróż może potrwać tysiące lat. Zapadła więc decyzja o tym, że jego załoga będzie składała się wyłącznie z robotów zarządzanych przez kilka niezależnych sztucznych inteligencji. Ta z nich, która okaże się najsprawniejsza, będzie nadzorowała proces adaptacji człowieka na nowej planecie."*

Jak więc sami widzicie - nie jest wesoło.

Dlatego, mając na uwadze dobro ludzkości i chęć przetrwania naszego gatunku, ludzkie DNA zostaje zapakowane na kosmiczną fregatę, o tytułowej nazwie Black Angel, po czym zostaje wysłane w kosmos, w kierunku planety SPES, mającej być nowym domem, Ziemią 2.0.

Nasze zadanie, jako graczy, polegać będzie na zarządzaniu robotami, znajdującymi się na pokładzie statku, tak, aby bez (większych) problemów i w miarę w całości dotrzeć na SPES.
A musicie wiedzieć, że nie jest to proste zadanie, ponieważ - niespodzianka! - w kosmosie nie jesteśmy sami!

Na swojej drodze spotkamy przedstawicieli 4 innych ras, z czego jedna - kosmiczni DESTRUKTORZY - będzie próbowała zniszczyć naszą fregatę, poprzez nieustanne ataki, doprowadzające do uszkodzeń i zniszczeć poszczególnych modułów statku, odpowiadających za różne akcje, w tym za podróżowanie do mijanych po drodze planet na pokładach mniejszych kapsuł kosmicznych, w celu zawiązania bliższych stosunków z przedstawicielami gatunków, którym nie zależy na naszej zagładzie!




I tak z grubsza wygląda rozgrywka w Black Angel - jako sztuczna inteligencja zarządzająca statkiem, wysyłamy podlegające nam robociki do wyznaczonych im zadań: walki z destruktorami, naprawy zniszczeń fregaty, wizyt na mniejszych planetach przyjaznych kosmicznych ras, jednocześnie zbliżając się do naszego celu. 

A wszystko to w różowo-fioletowej oprawie graficznej, potrafiącej odrzucić co wrażliwszych samców alfa ;)

No dobra - a jak to wygląda mechanicznie?

Nieco bardziej skomplikowanie, chociaż sam rdzeń rozgrywki jest prosty (tym prostszy, jeśli wcześniej mieliście styczność z Troyes).
Postaram się Wam pokrótce opowiedzieć, jak w Black Angel się gra, ale bez zagłębiania się w szczegóły - inaczej musiałbym przepisać instrukcję :p 

No to lecimy ze skrótem zasad:

Black Angel składa się z 2 "dużych plansz" - kosmosu, po którym będziemy poruszać główną fregatę i małe stateczki, z naszymi robocikami, oraz kokpitu fregaty, podzielonego na trzy główne sekcje, w których będziemy wykonywać przypisane do nich akcje.

Ponadto każdy z graczy posiada jeszcze własną, mniejszą planszetkę na zdobywane i rozwijane technologie i magazyny na surowce, potrzebne do niektórych akcji.

Trochę tego jest i zajmuje sporo miejsca na stole, ale przynajmniej wszystko jest czytelne i nikt nie ma wątpliwości, co służy do czego (przynajmniej na planszy).

Instrukcja mówi, że Black Angel to gra kooperacyjna, ponieważ wspólnie stawiamy czoła destruktorom i naprawiamy uszkodzenia statku (to już 2 z 4 dostępnych akcji) i czasami faktycznie zdarza nam się z sobą współpracować, aby usunąć przeciwników i odblokować niedostępne akcje.




Trzonem rozgrywki jest zarządzanie posiadanymi przez nas kośćmi (w 3 kolorach) oraz dostępnymi robocikami

Kolor kości odpowiada jednej z trzech sekcji w kokpicie BA, a liczba oczek na kościach "sile" danej akcji - czyli po prostu określa to, ile razy możemy daną akcję wykonać dzięki danej kości. Wiadomo, im więcej, tym lepiej.

Skoro już jesteśmy przy sekcjach i akcjach, to pokrótce omówię je po kolei:
- jedna sekcja odpowiada za pozyskiwanie nowych technologii, umieszczanych na planszetce gracza (do tego wrócę później);
- kolejna pozwala nam walczyć destruktorami, którzy zaatakowali naszą fregatę;
- dzięki ostatniej usuwamy uszkodzenia spowodowane przez najeźdźców, dzięki czemu akcje są w 100% efektywne.

Ponadto każda z sekcji pozwala nam poruszyć się po planszy kosmosu małym stateczkiem z robocikiem na pokładzie, w celu realizacji karty misji na plancie o konkretnym kolorze - do tego również wrócę za chwilę.

Musimy usuwać destruktorów oraz uszkodzenia poszczególnych akcji, bo w przeciwnym razie musimy płacić dodatkowy koszt wykonania danej akcji, a "siła" kości wykorzystywanej do danej akcji zostaje obniżona, co potrafi zaboleć - co ciekawe, nie da się całkowicie zniszczyć naszej fregaty, a jedynie doprowadzić do wyczerpania talii destruktorów, co prowadzi do zakończenia gry, bez liczenia punktów wygrywu!

Pozyskiwane technologie umieszczamy na naszej planszetce i możemy z nich skorzystać na początku naszej każdej rundy (jeśli mamy taką możliwość), a sposób ich aktywacji przypomina ten znany z Ulm

Skoro już wspomniałem o rundzie gracza, to należy wspomnieć, że każdy gracz, kiedy przyjdzie jego kolej, ma do wyboru dwie "sekwencje":
- sekwencja A to generalnie wykonanie wybranej przez nas akcji z wykorzystaniem naszej lub kupionej od innego gracza kostki w konkretnym kolorze,
- sekwencja B to ogólnie rzecz ujmując "SPASowanie", na które zazwyczaj decydujemy się, gdy już wyczerpią się nam kości i nie możemy nic innego zrobić. Podczas tej sekwencji pozyskujemy nowe kości (jeśli jeszcze są dostępne), porządkujemy naszą planszetkę, ale, co najważniejsze, poruszamy figurkę Black Angel na planszy kosmosu, co przybliża nas do zakończenia gry i często wiąże się z punktowaniem niektórych kart misji, umieszczonych wcześniej na planszy kosmosu.

To tylko rdzeń zasad, do których dochodzą jeszcze karty misji (podzielone na 2 rodzaje), zbierane szczątki obcych (służące do aktywacji technologii na naszej planszy), poruszanie się małym stateczkami w kosmosie, w celu umieszczania kart misji lub korzystania z kart innych graczy oraz zasady dotyczące odkupowania kości innych graczy, rezerwacji tych kości, zdobywanie i przesuwanie żetonów technologii na siatce technologii na planszetce gracza,  itd - jest tego naprawdę sporo i muszę przyznać z ręką na sercu, że Black Angel jest jedną z tych gier, które nienawidzę tłumaczyć. Nawet Pana Lodowego Ogrodu da się wytłumaczyć szybciej i z większą przyjemnością niż tę grę.

Na koniec muszę jeszcze wspomnieć, że gra kończy się na jeden z dwóch sposobów - albo dolecimy do SPES, albo wyczerpie się talia kart destruktorów. W pierwszym przypadku dochodzi do normalnej punktacji i wygrywa gracz z najwyższą liczbą punktów wygrywu, w drugim wypadku już nie punktujemy i jest nam bardzo smutno.

No dobra - krótkie umówienie zasad i fabuły Black Angel zajęło już całkiem sporo miejsca, ale wiem, że pewnie i tak czekacie na to, co nie gra w tym tytule...

A jest tego niestety całkiem sporo. 
I nie piszę tego przez pryzmat niechęci do Troyes, a po rozegraniu wielu partii w Black Angel, podczas których coraz mocniej przekonywałem się, że jednak Troyes wcale nie jest takie złe, na tle tej gry.

Zacznijmy od tego, co pewnie najbardziej zapadnie Wam w pamięci - ta gra jest zwyczajnie za długa. Nawet we 2 osoby potrafi się dłużyć, a przy 3-4 graczach partia trwa tyle, że co niektórzy mogą usnąć lub osiwieć. 
Żeby była jasność - lubię długie gry, bardzo chętnie grywamy np w Wojnę o Pierścień czy Runewars 2ed, które potrafią trwać i po 4-5 godzin (Twilight Imperium jeszcze przede mną;p), ale podczas gdy w tamtych grach nie czuć upływającego czasu, tak przy Black Angel w pewnym momencie pojawia się coraz wyraźniejsze znużenie.

Być może jest to związane z moim kolejnym zarzutem - Black Angel jest grą euro, w której nie możemy sobie niczego zaplanować, ani obrać żadnej długofalowej strategii. Powody są dwa: (za) duża losowość oraz podkupowanie naszych kości przez innych graczy.

Wiem, że w wielu grach euro (np. w moich ukochanych Zamkach Burgundii) pojawia się losowość, ale nigdy nie ma ona aż takiego wpływu na to, co planuję zrobić. W BA mamy za dużo zmiennych i za dużo elementów, na których moglibyśmy budować naszą strategię, pojawia się w losowy, niekontrolowany sposób: żetony technologii, karty konkretnych akcji/misji/punktowania, czy nawet ilość dostępnych przez nas kości w naszej puli. Same wyniki na kościach to najmniejszy problem w tym zestawieniu.
To wszystko sprawia, że bardziej "rzeźbimy" z tego, mamy aktualnie dostępnego, niż planujemy strategię długofalową, która da nam dużo punktów.

Skoro już jesteśmy przy kościach, to dotyczą ich jeszcze 2 problemy:
1. nie zawsze możemy dobrać (podczas sekwencji B) tyle kości, ile powinniśmy, ponieważ ktoś spasował przed nami i zabrał z ogólnej puli większość kości dla siebie - i nie mamy na to żadnego wpływu!
2. koszt wykupienia kości innego gracza jest niewspółmierny do straty, jaką temu graczowi się wyrządza (bez znaczenia, czy ja komuś zabieram, czy to mi zabierają) - takie zagranie może sprawić, że reszta graczy żeruje na jednym współgraczu, a ten ma związane ręce przez kolejne rundy, przez co zmuszony jest do ciągłego pasowania i pushowania fregaty na planszy.

Kolejna sprawa - wykonanie. Nie, nie przeszkadzają mi kolory, które dominują na stole podczas rozgrywki, ale kłuje po oczach to, jak od reszty wykonania odstają karty misji -są najzwyczajniej w świecie brzydkie. Ja wiem, że chodzi o czytelność, ale jednolite tło każdej z nich (w poszczególnych taliach, zależnych od kolorów misji) sprawia, że równie dobrze moglibyśmy mieć małe żetony, które umieszczalibyśmy w kosmosie i zajmowałoby to o wiele mniej miejsca na stole. No właśnie - nie wiem, po co plansza kokpitu jest tak duża. Mogłaby spokojnie być o połowę mniejsza i nie straciłaby niczego ze swojej czytelności funkcjonalności. No i ikonografia, która w pierwszej chwili potrafi odstraszyć - warto mieć to na uwadze.




Mój ostatni zarzut padł już wcześniej - pomimo prostoty podstawowych zasad, tę grę tłumaczy się tragicznie. Ilość microzasad, zależności, ikon oraz elementów gry sprawia, że dostaję białej gorączki, kiedy mam ją tłumaczyć, a słuchacze w połowie wstępu do tłumaczenia proponują zagrać w coś innego ;) 

Mógłbym wymienić jeszcze kilka mniejszych lub większych bolączek tej gry, ale myślę, że jesteście zmęczeni już tym, co do tej pory napisałem, dlatego pozwolę sobie przejść do podsumowania.

Black Angel to gra pełna sprzeczności - z jednej strony piękne wykonanie, ciekawy temat, mechaniki znane z Troyes oraz Ulm i możliwość gry solo. Z drugiej - sporo mniejszych i większych baboli, potrafiących wypaczyć przyjemność z gry. Wiem, że jest spora rzesza fanów tego tytułu (którzy pewnie zarzucą mi, że się "nie znam" po przeczytaniu tej recenzji), tak samo jak i jest wielu graczy, którzy się na niej zawiedli, podobnie jak ja. Zaproponowałbym Wam, żebyście sami przetestowali tę grę, aby przekonać się, do której grupy należycie... Tylko, że cena jest jedną z bolączek, o których już nie wspominałem.

Ja przy Black Angel bawiłem się dobrze... podczas lektury instrukcji i przy pierwszej solo. Później było tylko gorzej i początkowy zapał gasł z każdą straconą kostką i rundą, w której zmuszony byłem - wbrew własnej woli - do pasowania i popychania fregaty, ku końcowi gry.

A i nie dajcie się zwieść - to nie jest żadna kooperacja, tutaj każdy gra pod siebie i nawet nie zamierza współpracować z innymi.
Bo i bez tego trudno jest cokolwiek sensownego ugrać.

A szkoda, bo to mogłaby być naprawdę fajna gra. 


* opis pochodzi ze strony rebel.pl

Recenzję na bloga przygotował Łukasz "Stark"

Grę planszową Black Angel możecie kupić w naszym sklepie >>>KLIK<<<

I-SZOP.pl - wyszukiwarka gier planszowych, porównywarka cen, gry planszowe, RPG, karciane, kolekcjonerskie, figurkowe i bitewne